Popularne posty

Jak trafić na okładki gazet?

Jak trafić na okładki gazet?
Każdy chociaż raz w życiu marzył o pozostaniu bohaterem i pojawieniu się na okładkach gazet czy plakatach. Wszyscy mamy w sobie coś z celebrytów i każdą chwilę bycia na świeczniku przedłużamy do granic możliwości, nawet jeśli tylko ma to miejsce w gronie domowników. Zobaczenie siebie na okładach gazet byłoby nie lada wyczynem. Jednakże bycie bohaterem oznacza znalezienie się w niebezpiecznej sytuacji lub stworzenie zagrożenia, a nikt tego nie chce.


Piękne i niedrogie dekoracje mieszkania

Piękne i niedrogie dekoracje mieszkania
Coraz częściej w sklepach dyskontowych można znaleźć w ofercie piękne dekoracje do mieszkania. I tak właśnie od najbliższego poniedziałku warto odwiedzić Biedronkę, by zakupić stylowe i nowoczesne dodatki, a przy okazji w przyzwoitych cenach. 



Zależy Ci na szybkim wykończeniu mieszkania? Wybierz pakiet „pod klucz”

Zależy Ci na szybkim wykończeniu mieszkania? Wybierz pakiet „pod klucz”
Większość klientów deweloperów decyduje się na zakupienie mieszkania w stanie deweloperskim, czyli niewykończonego w całości. Gdy jednak zależy ci na wygodzie i na szybkości, pomyśl o drugim rozwiązaniu, a mianowicie wykończeniu „pod klucz”, które dostępne jest w wielu inwestycjach.


#3 Mama wraca do pracy - nie mam się w co ubrać?!

#3 Mama wraca do pracy - nie mam się w co ubrać?!
Tak, to prawda, że przez ostatnie 2-3 lata praktycznie nie kupowałam nowych ubrań. Dlaczego? Trzeba było z czegoś zrezygnować, by zebrać oszczędności na urządzanie mieszkania. Podczas ciąży miałam pożyczonych sporo ciuchów ciążowych. Natomiast po porodzie zakupiłam na Olx kilka bluzek typowo do karmienia. I teraz, kiedy nadszedł czas powrotu do pracy, mogłam tylko wypowiedzieć klasyczne hasło, że nie mam się w co ubrać! Zapraszam na kolejny wpis z cyklu #MamaWracaDoPracy.



#2 Mama wraca do pracy - adaptacja w żłobku

#2 Mama wraca do pracy - adaptacja w żłobku
W pierwszym wpisie z cyklu Mama wraca do pracy, wspominałam że zdecydowaliśmy się na żłobek. Dlatego dzisiaj rozwinę temat i opowiem o naszej adaptacji w żłobku. Na początek jednak trochę faktów o miejscu, które wybraliśmy. To niewielki, prywatny żłobek, ale z dofinansowaniem miasta. Komfortowe warunki, bo w żłobku są 4 grupy maluchów, w Ignasia grupie jest 8 dzieci na 2 młode, fajne panie. Posiłki zapewnia zewnętrzny catering oferując zdrowe jedzenie dla dzieci (często w menu kasza jaglana, własne pasztety warzywne). Przy okazji wnioskuję, że smaczne, bo panie mówią, że Ignaś zjada wszystko i poklepuje się po brzuszku, że "takie dobre". Mam ten komfort, że żłobek jest kilka minut pieszo od domu, więc nie tracimy czasu na specjalne dojazdy.

mama wraca do pracy, żłobek


Plany a rzeczywistość
Miałam piękny plan, że z adaptacją w żłobku pójdzie jak po maśle. W końcu zamierzałam przeznaczyć na to aż 3 tygodnie. Chciałam przyzwyczajać aSYNstenta do naszej rozłąki tak długo, jak tylko będzie trzeba. Rzeczywistość nie była jednak tak różowa, bo jak się okazało, źle zrozumiałam panią dyrektor. Dzień przed rozpoczęciem zajęć uświadomiła mnie, że adaptacja od razu jest bez rodzica. Był to dla nas obojga szok. Dla Ignasia, który cale dnie spędzał głównie ze mną oraz dla mnie, bo bez wcześniejszego, dłuższego zapoznania się z potencjalnymi opiekunkami, musiałam nagle oddać go w obce ręce.

Przyznam, że byłam zdziwiona i zrozpaczona, bo wiem że nawet adaptacja w praktycznie każdym przedszkolu jest na początku z rodzicami. A tu od razu rzut na głęboką wodę i to tak małego dziecka. Panie twierdziły, że tak jest lepiej i od zawsze tak było oraz że inne dzieci będą czuły zagrożenie, jeśli obca osoba wejdzie do sali. Ale przecież zapraszani goście np. na pokazy w żłobku też wchodzą do sali i to nie stanowi problemu. Dlatego ja mam na ten temat swoją teorię. Otóż uważam, że dziecko czuje się lepiej w przestrzeni, którą rodzice naznaczą sobą - pokażą, że jest bezpieczna. Dlaczego tak uważam? Otóż chodząc z dzieckiem na różne warsztaty, spotkania, syn zachowuje się bardzo swobodnie, nie bojąc nowych miejsc czy innych dzieci, nawet jeśli mnie nie widzi. Fakt że wie, że jestem w pobliżu, daje mu poczucie bezpieczeństwa. W naszym przypadku natomiast nie było okazji, bym mogła wejść razem z synem do sali, gdyż dziecko przekazywałam paniom-ciociom nad bramkami zabezpieczającymi przed ucieczką pozostałych dzieci. Druga sprawa jest taka, że kiedyś ze względu na krótszy okres macierzyński matek, dzieci trafiały do żłobka znacznie wcześniej np. w wieku 8 miesięcy, czyli zanim pojawiał się tzw. rozwojowy lęk separacyjny i wtedy dziecko bez mamy nie czuło takiego zagrożenia. Ktoś powie, że nie mam racji, bo po pierwszych, wspólnych zajęciach i tak nastąpi płacz u dziecka, ale uważam, że być może byłby mniej dramatyczny, niż gdy nagle dziecko pozostaje bez mamy i widzi nowe miejsce, nowe dzieci i nowe panie.

Miałam więc ogromne wyrzuty sumienia i poczucie winy, że narażam swoje dziecko na taki stres. Robiąc później dodatkowy rekonesans żłobków w Poznaniu, zorientowałam się że tylko nieliczne, nowo powstałe oferują łagodną i stopniową adaptację. Uważam, że kwestia adaptacji w żłobkach jest do ogólnopolskiej zmiany i reformy, i powinien zająć się tym wręcz Rzecznik Praw Dziecka.

Ponoć dziewczynki adaptują się łatwiej. I faktycznie w grupie Ignasia na 4 nowe dzieci, jedna dziewczynka nie płakała wcale i od razu czuła się komfortowo w nowym dla niej środowisku. Chłpcy płakali bardziej, a Ignaś podobno najtrudniej. Dlatego dla otuchy chodził do żłobka z ulubionym królikiem (zgodnie z sugestią pań, dostawał też moją, używana bluzkę, by czuć zapach mamy, ale wiele to dało).

Przez pierwszy tydzień zostawał tylko na godzinę, przychodząc na czas zabaw. Bawić się jednak nie chciał i większość czasu spędzał na rękach u pań. Każde posadzenie go na podłodze kończyło się płaczem. Ponadto po powrocie do domu intensywnie się chustowaliśmy, bo Ignaą nie odstępował mnie nawet na krok. W nocy też spał niespokojnie, wielokrotnie szukając piersi. Właściwie tygodnia nie dokończył, gdyż dostał katar i panie zasugerowały, by w piątek i następny poniedziałek został w domu.

W drugim tygodniu jego pobyt był wydłużany do dwóch godzin, pozostając na obiadek, ale nie chciał nic zjeść. Przy pozostawianiu nadal był wielki dramat i żal w oczach "dlaczego mi to robisz?". W ostatni dzień drugiego tygodnia Pani zaproponowała, by przyszedł od rana, gdy dzieci się schodzą, a  nie o 9:30 gdy dzieci się już bawią. Tak też zrobiliśmy i było nieco lepiej, ale nadal z  wielokrotnym płaczem.

Trzeci tydzień, gdy chcieliśmy już właściwie zrezygnować, rzutem na taśmę zdecydowaliśmy, że tym razem to mąż zaprowadzi Ignasia od samego rana, bo docelowo też będzie go odprowadzał. I pomimo, że był to poniedziałek, po weekendowej przerwie, nastąpił przełom. Ignaś zaczął jeść, zaczął się bawić, choć nadal momentami popłakiwał. Kolejne dni były coraz lepsze i od tego czasu zaprowadzał go tylko tata.

Gdy w trzecim tygodniu Ignaś nieco się przyzwyczaił, nastąpił 2-tygodniowy urlop w żłobku. Mogliśmy dowozić go do innego oddziału, ale uznaliśmy, że kolejne nowe miejsce, nowe ciocie i dzieci, to nie byłby dobry pomysł. Dlatego część tego czasu pozostał pod opieką dziadków i taty. Obawiałam się, że po tak długiej przerwie będzie przyzwyczajał się od nowa. Wzięłam nawet profilaktycznie dzień urlopu, żeby w razie potrzeby odebrać go wcześniej. Jednak moje obawy były niepotrzebne. Ignaś pamiętał miejsce i panie. Było całkiem dobrze. Dzień wcześniej kolejny raz pokazałam mu zdjęcia opiekunek i sali na stronie internetowej żłobka. Robiłam tak praktycznie codziennie od ok drugiego tygodnia, by sprawdzić reakcję na widok pań (na szczęście zawsze się uśmiechał) oraz żeby szybciej oswoił się z ich wizerunkiem. To mój patent, by pomóc dziecku w trudnej adaptacji. I tak mija nam właśnie tydzień po wspomnianej przerwie.

Adaptacja rodziców
Uważam, że rodzic też musi przejść jakby adaptację. Ja początkowo siedziałam w żłobku i nasłuchiwałam, czy to moje dziecko płacze. Dopiero po kilku dniach byłam w stanie iść do domu.  Dlaczego? Bo początkowo nie miałam zaufania do opiekunek, bo po prostu ich nie znałam. Nie wiedziałam, czy rzetelnie przekazują mi informacje, jak reagował Ignaś, a chciałam dobrze ocenić sytuację, by podjąć odpowiednią decyzję, czy wracać do pracy, czy nie. W żłobku są w prawdzie kamery, ale niestety nie na potrzeby bieżącego monitorowania. Dlatego przy każdej wizycie w żłobku rozmawiałam z paniami i powoli nabierałam do nich zaufania. Widziałam, że są bardzo zaangażowane, że nie ciężko im było poświęcić więcej uwagi Ignasiowi, skoro tego wymagał. W razie potrzeby był u nich na rękach. Dzięki współdziałaniu byliśmy w stanie znieść ten trudny, początkowy czas.


A jakie macie doświadczenia ze żłobkami? Był płacz, czy obyło się bez? A może uważacie, że żłobek to największe zło dla dziecka?


#1 Mama wraca do pracy - rozterki i trudna decyzja

#1 Mama wraca do pracy - rozterki i trudna decyzja
Piękne czasy urlopu macierzyńskiego się skończyły i trzeba było podjąć decyzję. Pamiętacie, jak niedawno zastanawiałam się co dalej? No właśnie i stanęło na wyborze pomiędzy urlopem wychowawczym, a powrotem do pracy na część etatu. Długo motałam się z myślami co zrobić, przez tydzień codziennie analizowałam za i przeciw, przy okazji płacząc z bezradności i czując, że każda z podjętych decyzji będzie zła. Zapraszam na pierwszy wpis z cyklu Mama wraca do pracy.


Wnętrzarska klasyka, czyli drewno w kuchni

Wnętrzarska klasyka, czyli drewno w kuchni
Drewniane blaty oraz podłoga to elementy wystroju kuchni, które nadadzą pomieszczeniu elegancki wygląd oraz rustykalny charakter. Jednak zanim zdecydujesz się na zamontowanie drewna w swojej kuchni, należy dokładnie przeanalizować wszystkie za i przeciw. Okazuje się bowiem, że drewno zamontowane w kuchni wymaga specjalnej pielęgnacji oraz sporo uwagi.


Copyright © 2016 MAŁA RZECZ A CIESZY , Blogger